sobota, 21 listopada 2015



Czerwona wizja
Rozdział I
Dobrze żyło mi się w Wells ale czas najwyższy by coś zmienić w swoim życiu. Ten czas tak szybko leci, nawet nie zauważyłam kiedy nagle w moim kalendarzu stałam się dorosła kobietą. Dokładnie tak, ja Emily Rossy mam już okrągłe osiemnaście lat. Pamiętam dokładnie wszystkie moje rozterki uczuciowe, bitwy o chłopaka i o siebie. Zapamiętałam śmierć matki jak i ojca, moje tułanie się po domach dziecka, wszystko to pamiętam. Aktualnie mieszkam w Wells nie z własnego wyboru. Albowiem mieszka tu moja rodzina zastępcza która się mną opiekuje ale czuję , że nie pasuje do tego miasta. Zresztą nie pasuję do niczego. Pracuje w księgarni, książki to jedyny mój ratunek od tego całego zła na świecie, ale może troszkę opowiem o sobie. Jestem Emily Rossy, Rossy po ojcu gdyż był anglikiem. Jestem szatynką o ciemnych oczach,  na swój sposób chorobliwie szczupła. Dokładnie tak chorobliwie. A nie powiedziałam najważniejszego moje włosy są tak kręcone że kiedyś jak jeszcze mama żyła rozczesując moje włosy zgubiła grzebień. Dokładnie tak grzebień zapodział się w moich kudłach. Od zawsze powtarzała mi że włosy i jasna cera to mój atut i nie mam się czego wstydzić. Że w ten sposób jestem bardzo wyjątkowa. Pamiętam ostatnie słowa mamy: „ Emily jesteś niezwykła, nie bój się życia ono cię jeszcze zaskoczy. Pamiętaj że kocham cię najbardziej na świecie” a potem odeszła. Kilka miesięcy później odszedł tata, cały czas trzymałam go za rękę powtarzałam żeby mnie nie zostawiał ze nie dam sobie rady a on tylko wydusił: „Jesteś moim skarbem”. Zmarli na to samo rak. Choć ja będąc nie cało ośmiolatką nie wiedziałam dokładnie co to znaczyło. Teraz już niestety wiem no ale cóż trzeba się pozbierać i żyć dalej. Posłucham mamy teraz jest ten okres, mam tyle siły by choć trochę odmienić swój los cichej myszki.
Byłam w księgarni już od 7.00, normalny dzień powiedziałabym. Ludzi jak zawsze nie było może 2-3 osoby na krzyż, uwielbiałam ten bezruch gdyż nie lubiłam kontaktów z obcymi ludźmi no ale cóż mówiłam ze jestem dosyć specyficzna. Może to dlatego że młodo straciłam rodziców albo po prostu nie byłam zbyt otwarta. Od zawsze byłam cichą myszką, która nie chciała wyjść z nory, ale od teraz miało się to wszystko zmienić. Chciałam wyprowadzić się do mniejszego miasteczka o nazwie Tolita. Bardzo mała mieścina gdzie prawie przez cały rok padał deszcz. Ta pogoda odpowiadała mi bardziej niż upały które nie służyły moim włosom. Potrzebowały one codziennej pielęgnacji, rozczesywania codziennie po kilka razy. Ale no cóż były naprawdę śliczne. Wracając do księgarni ogółem pracowałam od 7- 14 czasem zdarzało się ze byłam tam do 24.00 bo zaczytałam się w jakieś powieści. Moim rodzicom zastępczym nie przeszkadzało to że wracam późno jak to mówił Alan: „ wracaj sobie o której chcesz, możesz nawet nie wracać w ogóle będzie jednej gęby mniej do wykarmienia” dokładnie tak. W domu było nas w sumie ósemka, wszyscy byliśmy z domu dziecka. Byłam najstarsza, tuż za mną o 2 lata młodsza była Ksenia, potem Zuzia(15), Wiktoria(14) , Pola (11) , Radek (10) , Sonia (8) i ostatni najmłodszy Olaf 5 latek. Nasza „szczęśliwa” rodzina. Alanowi i jego żonie Alicji zależało tylko na tym ile za nas dostaną, nigdy nie usłyszałam od nich, dobrze że jesteś skarbie albo tych dwóch słów : KOCHAM CIE. No ale trudno nie było co się rozczulać już nie długo miałam się z stamtąd wyprowadzić oczywiście żal było i nadal jest zostawić dzieciaki. Ale to dobre pociechy wyrosną na ludzi. O nich się nie martwię.
Dzień jak co dzień obudziłam się zjadłam, poszłam do pracy. Tam czekała na mnie niespodzianka, ktoś zostawił paczkę zadedykowaną specjalnie dla mnie. Opakowanie było czarne, posypane brokatem  z ogromna kokardą na samym środku. Ciekawiło mnie co było w środku i kto był adresatem. No ale cóż żadnej informacji nie było podanej. Poczekałam do mojej przerwy, długiej przerwy, usiadłam na starym bujanym fotelu który stał w kanciapie. I zaczęłam delikatnie otwierać. Gdy już dostałam się do opakowania zaciekawiona otworzyłam je, ku mojemu zdziwieniu była tam tylko kartka.

czwartek, 19 listopada 2015

Witam, 
Może zaczniemy od początku. Mam na imię Emilia mam 17 lat.
Mój blog bedzie moim schowkiem na mojego autorstwa opowiadania.
PRAWA AUTORSKIE ZASTRZEŻONE.
Ale, ale wracając do tego co mówiłam, blog bedzie również spiralka moich własnych przemysleń na dany temat
Jestem dość otwarta osoba, jestem jak najbardziej tolerancyjna.
Zaczynam od jutra, ale dziś zacznę już pisać :)

Tu możesz mnie znaleźć :

  ► KLIK